Good Morning Vietnam!

Good Morning Vietnam!

Wietnam – nazwa kraju wciąż przywodzi liczne skojarzenia nie do końca z geografią związane, a bardziej z historią, nie tak w końcu odległą. Wydarzenia sprzed pół wieku i pamięć o nich jednak bledną, wszystko dzięki normalizacji stosunków z USA  i rozwojowi – jak na ten region świata – ekonomicznemu i gospodarczemu kraju.


Kraj nam do niedawna bardzo odległy i dla Polaków egzotyczny, choć od roku znacznie bliższy – wręcz na wyciągnięcie ręki. Dzięki Polskim Liniom Lotniczym LOT, które uruchomiły bezpośrednie rejsy z Warszawy do Hanoi, miasta na północy Wietnamu, za stosunkowo nieduże pieniądze w ciągu 10 godzin możemy przemieścić się do zupełnie innego świata. I zapewniam, że warto. Tym bardziej, że LOT od czasu do czasu oferuje bilety w bardzo okazyjnych cenach – już od około 1500 zł w dwie strony. A w przypadku Szalonych Śród nawet za 1341zł za lot w obie strony!

 


By zwiedzić Wietnam, należy się udać tam na 10 – 14 dni. My mieliśmy okazję spędzić tam tylko kilka dni, ale to wystarczyło, by poczuć wschodnią kulturę, rozsmakować się w wietnamskiej kuchni i zapragnąć powrotu do Kraju Wietów. Postaramy się Wam przybliżyć Hanoi, odrobinę prowincji i perełkę kraju – Zatokę Ha Long.

 

Hanoi, stolica kraju
 

...a także polityczne, kulturowe i ekonomiczne jego centrum. Stolicą Hanoi było od 1010 roku, choć wówczas miasto nazywało się inaczej, przez wieki wielokrotnie zmieniając swoją nazwę. Dziś, bardzo ruchliwe Stare Miasto, wszechobecna kolonialna architektura i kultywowanie wielowiekowych tradycji sprawiają, że Hanoi jest jednym z najbardziej czarujących miast w Azji.
 


Hanoi jest zupełnie inne, niż wielkie miasta tej części świata. Tu charakterystyczne nie są szklane drapacze chmur, a… liczne jeziora (nasz hotel położony był właśnie na jeziorze, częściowo zbudowany na palach i pomostach), starówka, kolonialne osiedla francuskie czy tysiącletnie świątynie! Inne, bo ulice tego miasta usłane są kwiaciarniami, także mobilnymi, „przenośnymi restauracjami”, codziennie innymi; tubylcze gospodynie, bo tak można określić szefowe kuchni tych kulinarnych przybytków, gdy tylko nadchodzi popołudnie (w Europie zwane porą lunchu), wylegają na chodniki. Tam rozkładają swój „warsztat” (razem z mini stoliczkami i krzesełkami) i gotują potrawy narodowej kuchni.



Jeden z hoteli w Hanoi, położony pośród wód jeziora.



Mobilna, jedna z tysięcy w Hanoi, kwiaciarnia. W podobny sposób prowadzi się interes restauracyjny.
 


Całe zaplecze kuchenne, łącznie z "salą restauracyjną" i jej wyposażeniem bez problemu mieści się na jednym rowerze szefowej kuchni.

 

 


Hanoi i cały Wietnam (właściwie cały Daleki Wschód) to życzliwi, uśmiechnięci, otwarci i tak naprawdę bezproblemowi - jeśli chodzi o kontakty z innymi - ludzie. Gdy przez uchylone drzwi jednego z domostw w Hanoi zobaczyliśmy zwykłe, codzienne życie, nie zdążyliśmy zapytać o możliwość zrobienia zdjęcia, a już zostaliśmy zaproszeni do kuchni; tutaj młoda gospodyni przygotowuje najzwyklejszy na świecie obiad -  smażony kurczak. Po prostu.
 


Fast food - dla tych, którzy nie mają czasu przysiąść...
 


... na tego typu sali restauracyjnej. Oczywiście tymczasowej i także przenośnej. Jutro w tym miejscu gotował będzie ktoś inny!



Miasto charakteruje też duża liczba straganów, głownie warzywno-owocowych. Także obwoźnych.






Jadanie w takich „knajpach” obwarowane jest ryzykiem – przyzwyczajeni do sterylnej europejskich kuchni możemy przeżyć rewolucje żołądkowe, acz nie jest to reguła. Mimo wszystko grzechem jest nie korzystać na takich wyjazdach z najprawdziwszych uroków (choć dla niektórych to „uroki”) odwiedzanych krajów.


Dotąd pozostająca w cieniu chińskiej, tajlandzkiej, także japońskiej kuchnia wietnamska powoli zyskuje swoich zwolenników. Charakteryzuje ją lekkość potraw, szybkość i prostota ich przyrządzenia, sztuka doboru smaków oraz świeżość produktów.


Podstawowym i bardzo charakterystycznym dla wietnamskiej kuchni jest wszechobecny "nuoc mam" – sos rybny. To rodzaj przyprawy, ostrej, do której… trzeba się przyzwyczaić. Przyrządzany jest z sardeli, a jego produkcją zajmują się głównie rybacy - z całego wietnamskiego wybrzeża. Ryby przekładane są warstwami, układane w kadziach, mocno osolone pozostają w takim środowisku przez kilka… miesięcy. Odsączoną ciecz – co tu dużo kryć – pozyskaną z rozkładu, odkłada się ponownie na niekrótki czas celem dalszej fermentacji. Co bardzo ciekawe, z sosem rybim jest jak z oliwą z oliwek. Wietnamczycy są na jego jakości tak samo wyczuleni, jak południowi Europejczycy na punkcie wspomnianej oliwy. Jak w przypadku oliwkowego tłuszczu, tak i w odniesieniu do "nuoc mam" są różne gatunki – sos pierwszej, drugiej czy trzeciej jakości.

 


Takich jadłodajni w Hanoi jest tysiące, im bliżej wieczoru, tym gwarniej, bardziej kolorowo, mieszanka kulinarnych zapachów jest oszałamiająca.


Jak to w tej części świata bywa, podstawowym bywalcem na wietnamskich stołach jest ryż – do tego stopnia, że ryż – an com – oznacza po prostu… jedzenie. Zasiadając do posiłku, czymkolwiek by on nie był, tak naprawdę zasiadasz do ryżu (czyli właśnie w dosłownym tłumaczeniu – an com – jesz gotowany ryż, nawet, jeśli ryżu nie jesz!).


Ryż to synonim jedzenia. I tyle.



Bogaty, jak na restaurację zmontowaną z przywiezionych na rowerowym bagażniku kuchennych urządzeń, wybór zup.


Nie jeść ryżu w Wietnamie się nie da. Mimo, że jesteś pewien, że twój posiłek jest z ryżu wyzuty, on tam zawsze jest. A to w postaci klusek, przygotowywanych z ziarna ryżowego, a to w plackach, którymi owija się potrawy (coś na wzór tortilli), również mocny wietnamski alkohol uzyskuje się z ryżu, choć wcale nie o sake chodzi.
 



 


Kasztany jada się nie tylko w Paryżu!
 

 

Po kulinarnych doznaniach, związanych ze stołowaniem się na ulicy, mieliśmy także możliwość obejrzenia pracy kuchni w luksusowej restauracji.

 



 


Małże i krewetki w ten sposób podane to już obrazek z tradycyjnej knajpy.

 

 

Niespodzianka hotelowego szefa kuchni. Obywatel RPA, o niemieckim pochodzeniu, pracował kiedyś w hotelu Intercontinetal w Warszawie. Obecną jego "placówką" jest hotel w Hanoi. Nie zapomniał smaków tradycyjnej polskiej kuchni. "W pakiecie" były także... pierogi.



 


Prowincja kraju, w drodze...
 

 

Przemierzając Wietnam nieodzownym obrazkiem jest ciężka praca ludzi. Praktycznie cały kraj to pola, głównie ryżowe, gdzie od świtu do zmierzchu pracują najczęściej całe rodziny.



 

 



Pola ryżowe muszą być nieustannie nawadniane. Gdy "melioracyjne technologie" zawiodą, "uruchamiane" zostaje zasilanie ręczno-wiaderkowe. Gdy wymaga tego potrzeba, taką syzyfową na pierwszy rzut oka pracę wykonywać trzeba przez wiele godzin w ciągu dnia.



W drodze na północ kraju, jedna z wielu wiosek, przez które przejeżdżaliśmy. Młodzi ludzie, otwarci na turystów. I znowu uśmiechnięci!


 

Ha Long - perła Wietnamu!


Perełką Wietnamu jest zatoka Ha Long, ogromna, malownicza zatoka, bogata w liczne poszarpane, krasowe wysepki wynurzające się z wody i szybujące nierzadko kilkaset metrów w niebo. Wiele z nich jest sześciokrotnie wyższa, niż wynosi wyspy szerokość. Krajobraz Mogotów, bo tak zwie się tę krainę, jest obowiązkowym punktem wycieczki do Wietnamu.




W listopadzie ogłoszono nową listę Siedmiu Cudów Natury, na której znalazła się właśnie Zatoka Ha Long (a przepadły nasze Mazury).
 


Na obszarze półtora tysiąca kilometrów kwadratowych rozsianych jest blisko 2 tysiące takich strzelistych wysepek. W 1994 roku UNESCO wpisało część zatoki na Listę Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego, uznając krainę za jeden z najbardziej zadziwiających cudów przyrody na świecie.
 


Na rejs po zatoce najlepiej wypłynąć z miasta Ha Long. Można wybrać wycieczkę jednodniową, kilkugodzinną, ale warto rozważyć rejs z noclegiem na statku. Dzień, zmrok, noc i wschód to niepowtarzalna gdzie indziej na świecie feria barw, a największe wrażenie na turystach wywołuje wówczas zmieniający się z każdą chwilą kolor… wody.



Niezapomniane wrażenie robią rybackie wioski, pływające miasteczka rybackie. Oddalone dziesiątki kilometrów od cywilizacji – zdaje się, że samowystarczalne – osiedla mieszkalne. Pływając pośród tego typu miejsc człowiek ma ochotę zapomnieć, czym jest Internet, a telefon komórkowy wyrzucić za burtę.



Osady te zlokalizowane są na środku zatoki.




Podczas gdy mężczyźni łowią na morzu ryby, kobiety najzwyczajniej na świecie (choć przecież w tak niezwyczajnym miejscu) zajmują się domem...



...a dzieci trenują przed dorosłym, zawodowym życiem.


 



W to, że znajduje się tu bank, trudno uwierzyć. Najprawdopodobniej rybacy nauczyli się czerpać korzyści nie tylko z połowów, ale także ze sprzedaży powierzchni reklamowych.


 



Rowerem się tutaj pojeździć niestety nie da...



Na łowy czas! Mieszkańcy (pracownicy) "fishing village" do pracy nie wypływają wielkimi kutrami; często odbywa się to w pojedynke na takich leciwych łódkach.
 

Wracamy do Hanoi


To tutaj spoczywa Ho Chi Minh (1890-1969), wietnamski polityk komunistyczny, założyciel i przywódca polityczny Komunistycznej Partii Indochin, premier (1954) i prezydent (1954-1969) Demokratycznej Republiki Wietnamu. Na jego cześć zmieniono nazwę stolicy - Sajgonu - właśnie na Ho Chi Minh.


Mauzoleum, w którym spoczywa wystawione na widok publiczny zamumifikowane ciało legendarnego przywódcy wietnamskiego, którego kult w całym kraju jest wciąż bardzo żywy.
 


Plac przed mauzoleum, na którym o stan chociażby każdego centymetra trawnika dbają pracownicy służb "zieleni miejskich".



Ogrody dawnej siedziby Ho Chi Minha.




Obrazy wojny wietnamsko amerykańskiej - muzeum poświęcone historycznym wydarzeniom.



To, wbrew pozorom, ścisłe centrum Hanoi, przez które przebiega linia kolejowa usytuowana wzdłuż mieszkań i straganów.


 



Coś na wzór handlu obwoźnego, choć w tym przypadku jest to sprzedaż... obnośna. Handlująca kobieta pukając od drzwi do drzwi zaopatruje wietnamczyków w świeże warzywa.



Tak, jak przywykło się jeść w restauracjach wystawianych na ulice, taki i tutaj posiłek rodzinny odbywa się na "ganku". Jak widać na zdjęciu, obiad przerwany przez innego rodzaju... intymną sytuację dziecka. 


 



Riksze to bardzo popularny środek lokomocji dla turystów. Trzeba mieć mocne nerwy, by zdecydować się zostać pasażerem takiego pojazdu, gdy znajdziemy się w samym sercu tego ulicznego cyklonu...


 



...tego cyklonu! Ruch uliczny to ciągły tłok, o respektowaniu jakichkolwiek przepisów nie może być mowy. Każdy jedzie w innym kierunku, każdy trąbi, przeciska się, a mimo to na ulicach czy to Hanoi, czy Wietnamu, nie dochodzi do wypadków w takiej liczbie, jak w cywilizowanych krajach Europy. Jak pokazuje poniższe zdjęcie, można prowadzić skuter, pisać sms i jednocześnie opiekować się dzieckiem, które wydaje się być najbardziej skupionym uczestnikiem ruchu drogowego...

 


"Good morning Vietnam" - to tytuł znanej amerykańskiej komedii z końca lat 80. My na pewno jeszcze raz kiedyś "wyśpiewamy" ten slogan, wysiadając z samolotu właśnie w Wietnamie! I nie będzie miało żadnego znaczenia, o jakiej porze dnia wylądujemy!


Łukasz Szudrowicz

Udostępnij

SKOMENTUJ

kod

KOMENTARZE

  • dodano: 08.08.2017

    super http://okazje-cenowe.blogi.pl

      • Gość Aeronews.pl
        Gość Aeronews.pl
        dodano: 25.11.2011

        "Bobas" ze zdjęcia "startowego" jest bosssski! :)

          • Video Planer
            Video Planer
            dodano: 21.11.2011

            Zapraszamy także na video relację: http://videoplaner.pl/index.php/obiekty/0,134,hanoii-cz-1 http://videoplaner.pl/index.php/obiekty/0,135,hanoii-cz--2 http://videoplaner.pl/index.php/obiekty/0,130,ha-long-bay

              • Alexander
                Alexander
                dodano: 20.11.2011

                Prosimy o więcej! bardzoo fajne fotki i cała relacja ze swadą napisana

                  • Gość Aeronews.pl
                    Gość Aeronews.pl
                    dodano: 19.11.2011

                    Kusząca propozycja!

szukajszukaj