Z pokładu: Qatar Airways!

Z pokładu: Qatar Airways!

Przetestowaliśmy najlepszą, według Skytrax, linię lotniczą świata - Qatar Airways. Podróżowaliśmy na czterech odcinkach na pokładach trzech typów samolotów (w klasie ekonomicznej).


Co wyróżnia katarskiego przewoźnika na tle innych linii, i to na tyle, aby dać mu miano najlepszej linii lotniczej świata? W naszej ocenie sprawdza się w tym przypadku przysłowie, że diabieł tkwi w szczególe. A przynajmniej w odniesieniu do klasy ekonomicznej, choć samo szatańskie określenie nie do końca jest na miejscu.
 

To trochę na swój sposób przeraża, jakich to szczegółów (tylko szczegółów!) brakuje innym przewoźnikom, by być lepszymi niż są i by się zbliżyć do tak uznanej linii lotniczej.
 

Na pokładzie Qatar Airways podróżowaliśmy z Rzymu do Doha (Airbus A320), z Doha do Bangkoku (Boeing 777), z Bangkoku do Doha (ponownie B777) i z Doha do Frankfurtu (Airbus A330).
 


Przed terminalem rzymskiego lotniska Qatar Airways "gości" między innymi wśród... Polskich Linii Lotniczych LOT.



Podczas odprawy należy pamiętać o tym, że możemy być poproszeni o okazanie karty kredytowej (płatniczej), którą dokonywana była płatność za bilet. Dosyć niespotykane zjawisko, jednak w przypadku tego przewoźnika dosyć powszechne. I nie jest ono zależne od widzimisię pracownika check-in, a od losowego komunikatu, jaki mu się wyświetli. Pracownik, gdyby nawet chciał "przymknąć oko", nie może tego zrobić. Musi wpisać w system nr okazanej karty, aby móc dokonać odprawy, i to system zweryfikuje zgodność karty z założoną (opłaconą) rezerwacją. Nas to spotkało, jednak byliśmy przygotowani.


Boarding na rejs z Rzymu do Doha rozpoczął się na... ponad godzinę przed planowaną godziną odlotu. Przekonaliśmy się później kilkukrotnie, że to w przypadku tych linii standard. Procedura wpuszczania podróżnych na pokład przebiegała bardzo sprawnie, oczywiście poprzez rękaw. O dziwo, przyzwyczajeni do wiecznie spóźnialskich na polskich lotniskach pasażerów, boarding zakończono w kilkanaście minut, niedługo potem samolot był gotowy do startu.


W trakcie zapełniania samolotu na pokładzie rozbrzmiewa orientalna muzyka. W przypadku pierwszego odcinka podróży była to dosyć... skoczna kompozycja. Pierwsze wrażenie - bardzo przyjemna. Jednak po kilkunastu minutach monotonnego zapętlenia jednego utworu stawała się nieco irytująca.



Airbus A320 linii Qatar Airways skonfigurowany jest w dwóch klasach. Klasa biznes liczy 12 foteli w 3 rzędach, klasa ekonomiczna to 132 miejsca w 22 rzędach. Właśnie takim samolotem przewoźnik realizuje od 5 grudnia połączenie z Warszawy do Doha.


Po wypchnięciu samolotu pojawił się mały problem - nie można było wyczepić dyszla pojazdu push-back, o czym pasażerów poinformował kapitan. Wezwano mechaników, którzy w kilkanaście minut poradzili sobie z problemem i można było wystartować. Do Doha lecieliśmy w rejsie nocnym - wylot z Rzymu przed godziną 22, w Katarze planowe lądowanie o godzinie 5 czasu lokalnego. Lot trwa około 5 godzin.




Jeszcze przed startem każdy z pasażerów obdarowany jest drobną słodkością oraz nawilżającą husteczką odświeżającą. Chusteczki takie bez żadnych limitów dostępne są dla wszystkich pasażerów w każdej z toalet - drobiazg lub jak kto woli wcześniej wspominany szczegół, jednak w większości linii "luksus" dostępny tylko w toaletach klasy biznes i pierwszej.



Toalety wyposażone są w kosmetyki niespotykane w miejsach, do których nawet król chadza piechotą (tylko czy król lata klasą ekonomiczną?). Kolejny może mało istotny aspekt, ale wszelkie higieniczne "dodatki" znajdujące się w toalecie (jak chociażby papierowe ręczniki) są bardzo dobrej jakości.



Każdy z podróżnych - także w klasie ekonomicznej - otrzymuje "zestaw podniebnego podróżnika". W saszetce znajduje się osłonka na oczy przysłaniająca światło, stopery do uszu, szczoteczka i pasta do zębów oraz skarpetki. Kolejna "przypadłość", która w odniesieniu do większości linii lotniczych zarezerwowana jest dla pasażerów podróżujących w wyższych klasach. Ponadto na każdym fotelu, w każdej klasie, na pasażera czeka poduszka i bardzo wysokiej jakości - znowu porównując do innych linii - polarowy koc.



A fotele należą do tych z serii "slim". W naszej ocenie bardzo wygodne choć akurat w przypadku tego samolotu (A320) miały pewnego rodzaju wadę, ale to akurat bardzo subiektywne odczucie - nie musi irytować każdego pasażera. Otóż skórzane zagłówki - znane np. z Embraerów LOTu - były ustawione "na sztywno", bez możliwości regulacji boczków do płaskiej pozycji. Pasażerom, którzy np. lubią do snu "przytulić" się do okna utrudnia to nieco sprawę. Obicia foteli są welurowe, ale jest to otulina bardzo wysokiej jakości - w każdym z samolotów taka sama.



Każdy pasażer ma do dyspozycji - w każdym rodzaju samolotu, jakimi operuje Qatar Airways i w każdej klasie - indywidualny system rozrywki, sterowany poprzez dotykowy ekran bądź z przewodowego pilota.



Menu, jakie system oferuje, jest oszałamiające i najbogatsze ze wszystkich, z jakich było nam dotąd dane korzystać na podniebnych szlakach. Ogromna liczba gier, filmów czy utworów muzycznych, możliwość sprawdzenia pokładowego menu, choć opcja nie działa na każdym rejsie. System rozrywki wyróżnia się tym, że nie charakteryzuje go muzyka czy filmy wyłącznie średniej świeżości - dla melomanów przygotowano przekrój twórczości z kilkudziesięciu lat, a najnowsze płyty są z... 2012 roku, jak chociażby lista wykonawców nominowanych do Grammy 2012.




Dostępne są oczywiście tradycyjne mapki przelotu i podstawowe informacje o rejsie - wysokość, prędkość, przebyta i pozostała odległość czy czas.


Na wysokości przelotowej rozpoczął się serwis pokładowy. Kolejny szczegół charakterystyczny dla klasy biznes albo pierwszej - pasażerom wszystkich klas rozdano nawilżone, wyparzone, gorące ręczniczki. Stoliki wyłożono papierową antypoślizgową podkładką, raczej niespotykaną w klasie ekonomicznej innych linii.


Następnie rozdano zimne napoje - do wyboru wszelkiej maści soki czy napoje gazowane. W przypadku win, gdy poprosimy o białe bądź czerwone, stewardesa następnie każdemu z pasażerów przedstawia kilka win względem ich rodzaju i przede wszystkim pochodzenia. Następnie nalewa do kubeczka niewielką ilość wybranego przez pasażera wina i stawia na stoliku wraz z napoczętą butelką (175 ml.). W sumie to podstawa, ale jednak przyzwyczajeni w klasie ekonomicznej jesteśmy do tego, że albo pasażer otrzymuje wyłącznie kubeczek z nalanym winem (jakby reglamentowanym), albo nieotwartą buteleczkę wina i pusty kubek i dalej radzi sobie sam. Kolejny "diabelski" szczegół? Będzie ich jeszcze dużo więcej.



Pasażerowie na rejsie do Doha mieli do wyboru kurczaka oraz wołowinę w sosie oraz warzywa przyrządzane na parze. Jesteśmy - podczas serwowania posiłków na wysokości przelotowej - przyzwyczajeni do słynnych już "cheese or ham" w przypadku kanapek lub "chicken or pasta" w przypadku bardziej... wyszukanych posiłków. Formułek powtarzanych (a czasem wykrzykiwanych) przez cabin crew jak mantrę przy każdym pasażerze. A jak było tutaj?


Personel pokładowy każdemu pasażerowi przedstawił menu w szczegółach, pełnymi zdaniami, opisując każdą z potraw nie jako np. "wołowina", ale jako np. "duszona wołowina z warzywami przyrządzanymi na parze, dodatkowo z sałatką, pieczywem oraz deserem składającym się z tiramisu czy np innego ciasta" - opisując w ten sposób obie dostępne potrawy i na końcu pytając o decyzję.


Jeśli jest pieczywo, to będzie i masło (oraz przepyszny, oryginalny, bardzo wysokiej jakości włoski ser pleśniowy). Zatrzymamy się nieco przy odrobinie masła. Ilekroć mieliście tak, że masło było zmrożone i nijak nie nadawało się do smarowania, a co najwyżej do krojenia a w najlepszym przypadku do skrobania? Na pokładzie każdego z czterech rejsów Qatar Airways masło - taka drobnostka - było w idealnej konsystencji do smarowania. Diabieł tkwi...




Bardzo dobrej jakości był też taki drobiazg, jak śmietanka do kawy. Tak kremowa, że aż nieco żółta w barwie...



W Doha wylądowaliśmy tuż przed wschodem słońca. Niestety przewoźnik w swoim hubie nie korzysta z rękawów i do terminala pasażerów wiezie autobusem. Lotnisko jest ogromne (choć sama jego terminalowa część już nie robi takiego wrażenia) i położone na pustynnym terenie bardzo blisko miasta. Jazda autobusem do terminala trwa ponad 10 minut - przy osobnym terminalu wysiadają pasażerowie kończący swoją podróż w Katarze. Tych było raptem tylko kilku.



Boarding ponownie bardzo wcześnie. Do Bangkoku polecimy tym razem Boeingiem 777-300ER zabierającym na pokład ponad 330 pasażerów, w tym blisko 290 w klasie ekonomicznej. Personel pokładowy liczy 17 osób.



System rozrywki znany nam z wcześniejszego rejsu - takie samo menu, równie bogata baza utworów i filmów; podobnie będzie na dwóch kolejnych rejsach.



I ponownie posiłki serwowane z klasą, tutaj risotto z kurczakiem w sosie słodko-kwaśnym lub...



...omlet. Przed lądowaniem podano także gorącą tortille - do wyboru z kurczakiem bądź z warzywną pastą. Przed rozpoczęciem serwisu pokładowego personel rozdaje podróżnym menu.



Dwa gorące posiłki podano także na rejsie powrotnym do Doha, oraz z Doha do Frankfurtu, realizowanym Airbusem A330. W przypadku powrotnego rejsu z Bangkoku do Kataru posiłki były smaczne, ale różniły się nieco od pozostałych. Niestety zmiana firmy dostarczającej catering na pokład - tym razem z Bangkoku - była odczuwalna. Nie możemy powiedzieć, że z potrawami było coś nie tak, jednak odbiegały jakością smaku i wyglądem od tych serwowanych na trasie z Doha do Bangkoku czy do Frankfurtu oraz z Rzymu do Doha. W ostatnim rejsie - do Frankfurtu - zaserwowano łososia na parze w maślanym sosie podanego na delikatnym ryżu. Ryba smakowała fenomenalnie!



Między Doha i Bangkokiem rejs trwa około 7 godzin, podobnie z Doha do Frankfurtu. Saszetka z akcesoriami higienicznymi była do dyspozycji każdego pasażera także na rejsie do Bangkoku - w rejsie dziennym. Co dziwne, w rejsie powrotnym z Tajlandii do Kataru (rejs dzienny) i dalej - także rejs dzienny - do Frankfurtu tego "upominku" już na wyposażeniu samolotu nie było. Oczywiście na wszystkich rejsach pozostałe standardy, jak dodatkowe poduszki, polarowy koc, jednorazowe chusteczki nawilżające czy wyparzane gorące ręczniki przed posiłkami były oferowane.



Flota linii Qatar Airways składa się ze 108 samolotów przy średniej wieku około 4,5 roku. Przewoźnik posiada 45 Airbusów rodziny A320 (319,320,321), 29 egzemplarzy A330 w dwóch wersjach - 200 i 300 oraz 4 Airbusy A340 wersji 600. Ponadto we flocie linii jest 27 Boeingów 777 w wersji 200 i 300 oraz 3 Boeingi 787 Dreamliner, które właśnie rozpoczynają służbę.


Co ciekawe, w naszej ocenie "majestat najlepszej linii lotniczej" odczuwalny był najbardziej - wbrew wszelkim pozorom - w najmniejszej maszynie, jaką podróżowaliśmy, czyli w Airbusie A320 w rejsie z Rzymu do Kataru; przypominamy, że właśnie na takim samolocie Qatar Airways lata do Warszawy. Mniejsza liczba pasażerów (poniżej 100), pięcioosobowe cabin crew, mniejszy... harmider na pokładzie i większa dbałość personelu o każdego pasażera były bardziej wyczuwalne, niż w dużych samolotach, zdecydowanie bardziej zatłoczonych.


Wypełnienie samolotu w pierwszym i najkrótszym rejsie było niewielkie - około 55-60 procent. Do Bangkoku Boeing 777 wypełniony był mniej więcej w 85 procentach, choć w rejsie powrotnym z Tajlandii wypełniony był już "po sufit". Airbus A330 do Frankfurtu miał obłożenie w granicach 80 procent.


Kazdy z rejsów do celu podróży przyleciał o czasie. We Frankfurcie niestety musieliśmy czekać około 30 minut na zwolnienie... rękawa. Kapitan samolotu trzykrotnie za ten stan rzeczy przeprosił, na końcu nieco nie wytrzymując powiedział wprost, że Qatar Airways dba o najwyższą jakość obsługi swoich pasażerów, jednak czasami nie ma wpływu na tego typu grandę, jaką jest zaistniała sytuacja z winy lotniska we Frankfurcie.


A nieopodal, na płycie, stały obok siebie samoloty głównych konkurentów katarskich linii - Emirates i Etihad, z których pasażerowie w strugach marznącego deszczu ze śniegiem wychodzili z samolotów do autobusów...


To był ostatni, jakże istotny, szczegół.


Łukasz Szudrowicz
Foto: Łukasz Szudrowicz, Tomasz Kubień

SKOMENTUJ

kod

KOMENTARZE

  • aom
    aom
    dodano: 02.09.2015

    tak z ciekawosci przeczytalem relacje z zaintersowaniem zeby sprawzic czy warto latac Qatara czy EMirates zamiast LOT do Pekinu....i szczerze wole latac LOT pomijam ze krocej i bez przesiadek ale standard obslugi i rozrywki pokladowej jest identyczny wiec brak sensu..mozna oczywiscie zauwazyc roznice te saszetki czy moze lepsze menu ale to bardzo mala roznica ale latanie sluzy do transportu i nigdy nie zastapi dobrej restauracji ;)

      • Gość Aeronews.pl
        Gość Aeronews.pl
        dodano: 27.07.2015

        Można zabrać "zestaw podróżnika", na upartego pewnie wszystko, ale nie próbowaliśmy:) moim zdaniem bardzo fajny lot, w moim odczuciu trochę wygodniej niż emirates. Ostatnio korzystaliśmy z Condora, absolutna masakra, nigdy więcej...

          • Gość Aeronews.pl
            Gość Aeronews.pl
            dodano: 19.01.2014

            A ja mam pytanie co z tych dodatkow mozna zabrac ze soba?

              • Gość Aeronews.pl
                Gość Aeronews.pl
                dodano: 30.01.2013

                Może takie detale zależą poprostu od podejścia poszczególnych członków załogi do wykonywanych obowiązków.

                  • Bolo
                    Bolo
                    dodano: 29.01.2013

                    Relacja podkolorowana slowami, dla bywalcow LOTu moze to jest zmiana na plus na pokldzie QATAR ale jesli ludzie lataja Cathay czy Emirates to nie ma w tym opisie nic niezwyklego czego by nie bylo w tamtych liniach. Lecialem QATAR w grudniu do azji i nie moge sobie przypomniec by personel pokladowy podawal mi w ten sposob wino jak to jest opisane w powyzszym tekscie, nie przypominam sobie tez takiego pelnego nazywania potraw ktore moge wybrac ... to jakies kolorowanie relacji w celach reklamowych.

                      • piotr
                        piotr
                        dodano: 05.01.2013

                        Dalsze przeloty nie tylko bywają, ale zawsze są dużo tańsze niż do samego Doha. Np. Wawa-Doha-Singapur 2400 pln

                          • Red.
                            Red.
                            dodano: 27.12.2012

                            Drobne wyjaśnienie: Lot był "opłacony z kieszeni redakcji".

                              • Gość Aeronews.pl
                                Gość Aeronews.pl
                                dodano: 27.12.2012

                                Proszę o drobne wyjaśnienie, czy lot był sponsorowany przez linię czy opłacony z kieszeni redakcji.

                                  • Gość Aeronews.pl
                                    Gość Aeronews.pl
                                    dodano: 26.12.2012

                                    Ciekawa relacja. A jak to jest w innych liniach?

                                      • Gość Aeronews.pl
                                        Gość Aeronews.pl
                                        dodano: 10.12.2012

                                        opis posilków na kilku godzinnym locie jak najbardziej przyjemny ale nawet QA nie będzie opisywało menu na locie z DOH-DXB gdzie na serwis jest 15-20 min cała reszta jak najbardzie 5 star airline

szukajszukaj